TAG: kocham jesień

TAG: kocham jesień




Hej kochani! Ostatnio rzucił mi się w oczy tag o nazwie "kocham jesień". Co prawda ja za tą porą roku nie przepadam, ale trzeba cieszyć się z tego co się ma, dlatego postanowiłam, że też włącze się do zabawy.


1. Ulubiona szminka na jesień?
Nie da się ukryć, że gdy zaczyna się jesień zaczynają się też ciemne i wyraziste usta. Ulubieńców mam dwóch. Jeden z nich to numer 02 z Golden Rose, czyli mocniejszy róż a drugi to 406 Sensique, czyli fiolet.


2. Ulubiony lakier do paznokci na jesień?
Granaty, szarości, bordo czy czarny to królowe jesieni jeżeli chodzi o moje paznokcie. Ale oczywiście takiego żółtego od czasu do czasu nie może zabraknąć.


3. Ulubiona świeca?
Podczas trwania jesieni lubię przywoływać sobie jeszcze lato, dlatego jedną z moich ulubionych świec jest właśnie ta o typowo letnim zapachu - lemon sorbet.


4. Co najbardziej lubisz pić w jesień?
Herbaty, herbaty i jeszcze więcej herbat. Najczęściej sięgam po te owocowe ale nie pogardzę zwykłą z dodatkiem cytryny.



5. Ulubiony perfum na jesień?
Najczęściej używam mgiełek i podczas jesieni bardzo lubię się szczególnie z jedną z nich, a mianowicie z tą o zapachu jeżyny i wanilii.


6. Ulubione akcesoria na jesień?
Chusty, szale i tym podobne. Przysłowiowe "koce", które nie dość, że świetnie dopełniają stylizację to sprawiają, że żadna pogoda nam niestraszna.


7. Ulubiona fryzura na jesień?
Nie da się ukryć, że do jesiennych stylizacji przepięknie wyglądają dziewczęce, delikatne loki. Niestety deszcz takiej fryzurze nie sprzyja, więc w te brzydsze dni stawiam na wszelkiego rodzaju warkocze lub koki.


8. Gdybyś poszła na imprezę Halloween'ową za coś byś się przebrała?
Kobieta kot. Wysokie obcasy, czarna maska, obcisły i koniecznie lateksowy strój a do tego krwistoczerwone usta. Fajna wizja co? Ale znając życie mój tata nigdy nie wypuściłby mnie tak z domu, więc pewnie skończyłabym przebrana za uroczą, puchatą pandę.


9. Co najbardziej lubisz robić jesienią?
Gdy za oknem spadają liście i zaczyna padać deszcz ja zakopuje się pod kocem z kubkiem herbaty i książką, czy dobrym filmem. Z kolei gdy na dworze świeci słońce i nie jest aż tak depresyjnie lubię wyjść na spacer.





Tatuaż - jak to było z gojeniem i kiedy kolejny?

Tatuaż - jak to było z gojeniem i kiedy kolejny?




Hej kochani! Minął już ponad miesiąc od kiedy zrobiłam swój pierwszy tatuaż. Przez ten czas mam już za sobą cały "proces" leczenia,w którym oczywiście nie zabrakło niespodzianek. Opadła także ekscytacja a co za tym idzie wzrosła chęć zrobienia kolejnego tatuażu. Tak, historię o błędnym kole są prawdziwe. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z długo wyczekiwanym postem, w którym opowiem coś więcej na ten temat.

Cały proces gojenia w teorii jest dość prosty i przyjemny. Wszystko sprowadza się do dwóch tygodni podczas których 3-4 razy dziennie przemywamy tatuaż wodą i specjalnymi mydłami, a następnie smarujemy odpowiednią maścią. Oczywiście powinniśmy unikać wtedy słońca, basenu i wielu innych rzeczy. Jak to wyglądało jednak w praktyce?




Już w trzeci dzień po zrobieniu tatuażu ugryzł mnie w niego jakiś owad, oczywiście swędziało, szczypało i spuchło. Potem doszło jeszcze schodzenie skóry, swędzenie i robienie się strupów, czyli zwyczajnie tatuaż zaczął się goić. Nie ukrywam, że słońca całkiem unikać nie potrafiłam, bo uwielbiam lato a do tego wystawiałam tatuaż na dużą temperaturę, przez pracę przy grillu. Dlatego nie da się ukryć, że cały proces gojenia był dla mnie dość uciążliwy i nieprzyjemny jednak, na szczęście, wszystko dobrze się wygoiło.

Pytaliście też o dwie rzeczy - cenę oraz plany na kolejne tatuaże. Jeżeli nie czytaliście pierwszej części w której mówiłam o bólu oraz studiu, to zapraszam. Mój napis kosztował mnie 150 złotych. Nie wdawałam się w to, czy gdzieś zrobiłabym to taniej. Liczyło się dla mnie, aby tatuaż nie został zepsuty oraz to, w jakich warunkach przyjdzie mi go zrobić i z czystym sumieniem mogę polecić studio Tetris Tattoo.

A co z kolejnymi planami? Mam dwa pomysły, które zrealizuję na pewno. Ale jak już pewnie się domyślacie, nie zdradzę dokładnie co planuję. Mogę jedynie powiedzieć, że będzie to kolejny napis i coś bardziej "rysunkowego".  Bez obaw, gdy już je zrobię na pewno się pochwalę!



Recenzja - silikonowa myjka do twarzy

Recenzja - silikonowa myjka do twarzy


Dla każdej z nas piękna cera, szczególnie na twarzy, to coś obowiązkowego, dlatego codzienna pielęgnacja jest bardzo ważna. Rynek kosmetyczny z chęcią przychodzi nam z pomocą oferując coraz to nowsze kosmetyki, czy gadżety, które mają ułatwić, a nawet poprawić, jakość naszej pielęgnacji. Ostatnio w moje ręce wpadła właśnie jedna z takich rzeczy, mianowicie jest to silikonowa myjka do twarzy. Dostępna jest ona w Rossmannie w cenie niecałych 5 zł.




 Produkt ma za zadanie usunąć martwy naskórek dzięki delikatnym włóknom peelingu, jednocześnie zapewniając pobudzający ukrwienie twarzy masaż. Podobno sprawdza się także idealnie przy codziennym demakijażu.









Przyznaje szczerze, że używanie tego produktu nie napawało mnie optymizmem. Silikon a do tego pomagający naszej twarzy? Wydawało mi się to niemożliwe i właśnie z takim podejściem podjęłam się testowania produktu. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, produkt jest naprawdę dobry. Nie uważam, że nadaje się do wszystkiego jednak w połączeniu z dobrym peelingiem myjka naprawdę skutecznie pomaga w pielęgnacji naszej skóry. Co do demakijażu, jak dla mnie jedno wielkie nie, od tego jednak nadal są waciki kosmetyczne czy specjalne myjki, na pewno nie te wykonane z silikonu. W dotyku produkt jest dość przyjemny, jednak przy używaniu go na twarzy warto być delikatnym, aby nie dorobić się podrażnień ;)


Podsumowując, marka for your beauty wprowadziła fajny i do tego niedrogi produkt, który wbrew pozorom nie jest taki zły. Jednak czy jest on konieczny przy waszej codziennej pielęgnacji? To pozostawiam już do oceny każdej z was z osobna.




Podsumowanie - rok z książką

Podsumowanie - rok z książką


Nie ma co ukrywać, że zazwyczaj czytanie książek nie zajmuje mi wiele czasu. Dzień, może dwa. Więc o co chodzi z czytaniem książki cały rok? Tak, dokładnie 365 dni. Być może niektórzy z Was, wiedzą, że Demi Lovato wydała książkę. Było o niej głośno, szczególnie wśród fanów artystki. Ja do nich nie należę, jednak książkę posiadam i dzisiaj trochę poopowiadam Wam o moim roku z Demi.




Może zacznijmy od tego, dlaczego postanowiłam kupić tą książkę? Wiedziałam, że Demi przeszła w swoim życiu przez wiele, zmagała się z depresją oraz nałogiem, dlatego pewne było, że w dawaniu siły innym taka osoba jest niezastąpiona. Gdy książka się ukazała byłam uczennicą gimnazjum, co dla mnie jest jednoznaczne z tym, że przechodziłam przez najgorszy etap w swoim życiu. Śmierć bardzo ważnej dla mnie osoby, docinki ze strony chłopaków sprawiły, że wpadłam w ogromny dołek w którym siedziałam otaczając się z każdej strony kompleksami, łzami i całą tą złą aurą. Lekarstwa na takie sytuację są różne, u mnie pomógł czas. Jednak wychodzenie z takiej sytuacji wcale nie jest łatwe, dlatego właśnie z tej książki chciałam stworzyć fundamenty swojej wewnętrznej siły i pewności siebie.




Dla tych, którzy nie wiedzą, książka ma bardzo prosty układ. Znajduje się tam jedna strona oznaczona konkretnym dniem i miesiącem. Na każdy dzień roku dostajemy jakiś cytat, sentencję czy złotą myśl a do tego komentarz samej Demi. Oprócz tego, co chyba jak dla mnie niesie ze sobą najwięcej, cel. Jest to nic innego jak zadanie, które ma coś w nas zmienić. Niektóre z nich są bardzo proste, wystarczy uśmiechać się do ludzi na ulicy, z kolei inne niosą za sobą duży bagaż psychiczny i wymagają od nas poświęcenia większej ilości czasu. Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby być szczerym ze samym sobą i to właśnie to sprawia, że ta książką naprawdę może być naszym "psychologiem". 




Książkę posiadam już bardzo długo jednak dopiero teraz przeczytałam ją dzień po dniu, niczego nie omijając. Długo zastanawiałam się dlaczego. Teraz, po upływie trzech lat od skończenia gimnazjum, jestem naprawdę inną osobą. Dużo się uśmiecham, żartuję, stałam się towarzyska i zwalczyłam swoje kompleksy (co nie znaczy, że nie mam już żadnych, ale pracuję nad tym). Mimo to nadal czegoś mi brakowało. Wiecie, takiej "zwykłej" pewności siebie, która pozwoliłaby mi wyjść na miasto w krwiścieczerwonych ustach czy tęczowych powiekach. Wolałam pozostać w cieniu, nie chciałam w jakikolwiek sposób wyróżniać się z tłumu. I właśnie rok temu, podczas sprzątania pokoju w moje ręce znowu wpadła książka Demi. No i sięgnęłam po nią wtedy a potem zaczęłam już sięgać każdego dnia przez kolejny rok. Najtrudniejsze było wykonywanie tych celów, przyznawanie się szczerze do swoich słabości przed samą sobą. Bywało ciężko, momentami nawet bardzo, ale przecież życie nie jest łatwe, dlatego znalezienie w sobie tych ogromnych skupisk wewnętrznej siły naprawdę było mi potrzebne. Co dała mi ta książka? Pewność siebie. Teraz już nie mam oporów, potrafię pokazać prawdziwą siebie w szczególności właśnie poprzez makijaż. Założyłam bloga a wierzcie mi, kiedyś nigdy nie odważyłabym się w taki sposób wyrażać swoje myśli. Wiadomo, nie zawsze jest kolorowo, mam chwilę gdy siedzę i płaczę ale prawdziwą sztuką jest podniesienie się i pójście dalej. I właśnie to uświadomiła mi ta książka. To dzięki niej nie da się już ukryć, że optymizm stał się moim drugim imieniem a wewnętrzna siła to już jak synonim mojego imienia :)



Favorite songs - summer 2017

Favorite songs - summer 2017


Lato nieodłącznie kojarzy nam się z wakacjami, słońcem, plażą, imprezami i masą innych spotykających nas wtedy przyjemności. Mi najczęściej kojarzy się z dobrą muzyką, którą w tym okresie zasypują nas niemalże wszyscy twórcy. Ponieważ wakacje, dla większości z nas, dobiegły już końca postanowiłam podzielić się z wami paroma pozycjami, które królowały na mojej wakacyjnej playliście, tak jak prosiliście.

 



Znaleźliście tu jakieś pozycje, od których Wy też nie mogliście się uwolnić? Koniecznie dajcie znać, czy chcielibyście żebym regularnie wrzucała posty tego typu. Czekam z niecierpliwością na Wasze opinie ;)

Copyright © 2014 Lemonowykitkat , Blogger