Recenzja - Lovely Rice Powder

Recenzja - Lovely Rice Powder


Na punkcie tego kosmetyku oszalały niemal wszystkie kobiety. W internecie można znaleźć pełno testów na żywo, recenzji. Produkt znika z drogeryjnych półek w zastraszającym tempie. Mowa oczywiście o nowym pudrze, konkretnie pudrze ryżowym. Postanowiłam na własnej skórze sprawdzić, czy ten zachwyt jest uzasadniony. W moje ręce wpadła "biała czekolada" z Lovely, którą możecie znaleźć w Rossmannie w cenie około 24 złotych.



Producent zapewnia nas, że jest to produkt do każdego typu cery. Ma on utrwalać makijaż zapewniając matowy efekt a do tego wygładzać i nawilżać skórę twarzy.






Pierwsza rzecz, która niesamowicie mnie urzekła to oczywiście wygląd produktu - przeurocze małe opakowanie z czekoladką. Po otwarciu możemy poczuć bardzo delikatną nutkę zapachową. Zadziwiająca jest obietnica o nawilżeniu skóry, ponieważ pudry ryżowe zazwyczaj kojarzą nam się z mocnym matem a co za tym idzie wysuszeniem i niestety ta obietnica nie została spełniona . Aplikacja jest prosta, łatwa i przyjemna a puder nie odcina się od twarzy. Troszeczkę bieli ale z czasem osiada na twarzy, stapia się z nią i gwarantuje tym samym naturalny efekt.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Spełnia wszystkie wymagania, jakie stawiam pudrom ryżowym - mat i utrwalenie. Jeżeli więc szukacie czegoś, co w delikatny i naturalny sposób zmatowi twarz jednocześnie utrwalając makijaż to "biała czekoladka" jest stworzona właśnie dla was ;)




Pierwszy tatuaż!

Pierwszy tatuaż!


Hej Kochani, w dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Wami niesamowitym wydarzeniem, jakie mnie dzisiaj spotkało. Jak już oczywiście widzicie po tytule, mam swój pierwszy tatuaż. Zastanawiałam się nad zrobieniem go dosyć długo i gdy nadarzyła się okazja trudno było z niej nie skorzystać.




 Nie ukrywam, nad wzorem zastanawiałam się bardzo długo. Co chwile zmieniałam położenie a także całą koncepcję tatuażu. Ostatecznie padło na coś prostego ale jednocześnie, jak dla mnie, bardzo efektownego. Czy bolało? Nie będę kłamać, osobiście odczułam to dość mocno. Owszem, dało się to wytrzymać jednak zdecydowanie nie było to przyjemne. Chyba jedyne z czym nie miałam większego problemu było wybranie studia, w którym wykonają mi tatuaż. Niemal od razu padło na Tetris Tattoo (koniecznie wpadajcie na ich fanpage) i jednego z pracujących tam panów, mianowicie Grzegorza Lisa. Czy jestem zadowolona? W stu procentach. Wszystko odbyło się w sterylnych warunkach i przemiłej atmosferze a wykonany tatuaż w pełni spełnił moje oczekiwania.




No ale nadal pozostaje najważniejsza z kwestii. Zasypaliście mnie wieloma wiadomościami dotyczącymi tego, jaki wzór wykonałam, więc myślę, że pora rozwiać wszelkie wasze wątpliwości. Pozwólcie, że od razu utnę też wszelkie spekulację - tatuaż ma dla mnie ważne znaczenie sentymentalne i nie wiąże się z moim idolem i jego trasą (to tylko ta sama czcionka i słowo). I właśnie od dzisiaj na mojej ręce widnieje słowo "purpose" które z pewnością będzie przypominać mi o tym, że każdy z nas jest tu z jakiegoś powodu, ma swój własny niepowtarzalny cel, który tylko on może osiągnąć.




Something big!

Something big!


Hej! Jak już pewnie zauważyliście od razu po wejściu na bloga sporo się zmieniło. Nazwałabym to "wiosennymi porządkami" gdyby nie fakt, że mamy lato ;) Postanowiłam pożegnać w końcu nieodłączny róż i kolorowe wzorki na rzecz bieli i czerni, a także klasycznego i bardziej przejrzystego designu. Koniecznie dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o tej zmianie!


Jak niektórzy z Was może już się domyślają zmiana designu to dopiero początek wielkiej fali. Nie da się ukryć, że w ostatnim czasie zaniedbałam pisanie, chociaż obiecywałam systematyczność i sumienność. Dlaczego? Nie będę kłamała, zwyczajnie mi się nie chciało. Blogowanie to jedna z moich największych pasji ale czasami nawet na nią nie mam ochoty marnować czasu. Wiem, że ta przerwa mogła sprawić, że wielu z Was zrezygnowało z czytania mojego bloga. Jeżeli jednak postanowiliście zostać - DZIĘKUJĘ WAM ZA TO Z CAŁEGO SERCA! WRÓCIŁAM! I ZOSTAJĘ! 
Od teraz ruszam pełną parą. Moja głowa jest pełna pomysłów a ja aż gotuję się od chęci działania, pisania i dzielenia się tym wszystkim z Wami. Nie będę podawała liczb ani dni, po prostu będę pisać - często, dużo i ciekawie. 
Zachęcam także Was, dzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzach, piszcie mejle, obserwujcie na ig. Coraz częściej widzę, że zaczynacie być ze mną nie tylko na blogu i ogromnie mnie to cieszy. Bez obaw, już niedługo wynagrodzę Wam rosnącą aktywność niesamowitym konkursem.
Wiecie już, że żyję i wracam, więc do kolejnych!



Recenzja - Wibo Juicy Color

Recenzja - Wibo Juicy Color


Pomadki we wszelkich możliwych odcieniach nude opanowały świat już jakiś czas temu. Nic dziwnego więc, że każda marka wprowadza na rynek własne propozycje tego produktu. Tym razem w moje ręce wpadł kosmetyk dostępny w Rossmannie. Stacjonarnie lipstick ten możemy kupić już za około 10zł.




Seria Juicy Color, którą oferuję nam marka Wibo ma w swojej ofercie 7 kolorów. Na opakowaniu nie odnajdujemy żadnych obietnic, jedynie informacje o tym, że jest to pomadka i balsam do ust z masłem shea.



Kolor, na który się zdecydowałam to numer 6 i jest to jeden z dwóch dostępnych odcieni brązu.





Konsystencja produktu jest bardzo przyjemna, pomadka sunie po ustach jak "masełko". Niedużych rozmiarów sztyft pozwala na szybą i dokładną aplikację. Zapach jest dosyć charakterystyczny, nie da się ukryć, że wyczuwalne jest masło shea. Trzeba jednak przyznać, że pomadka ma bardzo ładny, ciepły kolor, który bardzo dobrze pokrywa nam usta. Nosi się go bardzo komfortowo, rzeczywiście wyczuwalne jest uczucie nawilżenia mimo nasze usta się nie kleją. Dość sporym minusem jest jednak trwałość. Produkt znika już przy łyku wody, jednak ściera się z ust w miarę równomiernie. Pomadka jest bardzo wydajna a tym, co urzeka mnie najbardziej jest bardzo proste i jednocześnie ładne opakowanie. 

Podsumowując produkt jest dość dobry. Za tak niską cenę daje nam nawilżenie i ładny kolor. Można przyczepić się jedynie do trwałości, która w tym przypadku nie powala, ale mimo to uważam, że produkt jest wart polecenia i przetestowania.

Copyright © 2014 Lemonowykitkat , Blogger